21 maj 2017

Ain't no mountain high enough



Hala Gąsienicowa


Do wpisu, który za moment zobaczycie zbierałam się bardzo długo - można by wręcz stwierdzić, że aż za długo. Chciałam uporządkować sobie myśli, których miałam naprawdę masę w głowie, chciałam ubrać je wszystkie w słowa, które będą tworzyć spójne zdania, które będą odzwierciedlać wszystko, co czuję. Nie wiem, czy dzisiejszy dzień to odpowiedni moment, ale nie chcę już dłużej czekać. Chcę podzielić się z Wami moją osobistą radością, która wciąż tak bardzo mnie zaskakuje i wzrusza. Dla mnie te zdjęcia, które zobaczycie, to nie tylko ładne obrazki i widoczki. To moje prywatne historie zamknięte w kadrze, historie o przełamywaniu swoich lęków, o przekraczaniu granic, o budowaniu pewności siebie. O stawaniu się lepszym człowiekiem.
I chociaż od mojego majówkowego wyjazdu minęło już 20 dni, to emocje, które czuję, są wciąż jak najbardziej aktualne.
Wciąż drży mi serce z poruszenia, które aż trudno wyrazić słowami.


Przełęcz pod Kopą Kondracką

Rok temu zakochałam się bez pamięci w górach i od tamtej pory wspominam ze łzami w oczach tamten wyjazd, który był początkiem czegoś całkiem nowego. Rok temu we wrześniu, zobaczyłam siebie inną: silniejszą, mądrzejszą i dojrzalszą. Teraz wiem, że to właśnie góry nauczyły mnie wielu rzeczy...ale szczególnie pokory i wyrozumiałości dla siebie samego. To nic, że czasem się potykam i boleśnie upadam. To nic, że popełniam błędy - często te same po kilka razy. To nic, że czasem wątpię w świat, w ludzi, w dobro. To nic, że czasami tracę wiarę i nadzieję na lepszy czas. W górach to wszystko przestaje mieć znaczenie. Skupiasz się na tym, by wyrównać swój oddech, żeby postawić kolejny krok tak, żeby nie upaść. Skupiasz się na tym, aby dojść do wyznaczonego sobie celu i nie ma znaczenia, czy zrobisz to szybciej czy wolniej, z przerwami czy bez. Ważne jest, że wciąż idziesz, pniesz się do góry. Zaciskasz zęby, gdy czujesz ból i idziesz dalej, nie zważając na niego. Nie rozklejasz się, nie analizujesz tysiące razy tego, czy postawiony przed chwilą krok był poprawny. Wokół siebie masz przestrzeń i tę niezwykłą ciszę, która aż dzwoni ci w uszach. Patrząc w dal czujesz się po prostu szczęśliwy, że dałeś radę, że dotarłeś do celu, że jesteś tam, gdzie chciałeś być patrząc z dołu. Zdobywanie góry jest dla mnie analogiczne z mądrym przeżywaniem swojego życia. Pokornym, wytrwałym, pełnym wzruszeń, porażek, ale i małych sukcesów, których suma przewyższa każdy najmniejszy upadek. Dlatego będę tam wracać, za każdym razem, gdy tylko będę miała taką możliwość. Żeby dalej odkrywać samą siebie, żeby przekraczać swoje granice, żeby mądrze uczyć się życia i docierania do wyznaczonych sobie celów. Moja miłość do gór rozbudziła we mnie kolejną: do pełnego przeżywania życia takim jakie jest, z pełną świadomością tego, że nigdy nie będzie idealne, ale będzie moje własne. 

Bo tak naprawdę w ogólnym rozrachunku nie jest ważne to, ile rzeczy posiadasz ani jak wyglądasz. 
Kiedy jestem w górach dobra materialne przestają mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Nie zwracam uwagi na to, czy wyglądam ładnie, czy mam perfekcyjnie wykonany makijaż, czy nie odstają mi włosy, czy nie ubrudziłam sobie ciuchów. W górach obnaża się każda słabość ludzkiej natury. Tak naprawdę to właśnie wędrówka na szczyt uświadamia nam nasze wady. Naszą niecierpliwość, brak wytrzymałości, brak kondycji, brak samozaparcia. Pniesz się w górę i myślisz, że tak naprawdę wcale nie jesteś tak silny, jak ci się wydawało. Wcale nie jesteś taki doskonały, wcale nie osiągnąłeś wiele, wcale nie powinieneś czuć się lepszy od innych. W górach każdy jest równy. Każdy pokonuje tę samą drogę, bo nie ma drogi na skróty. Jest tylko wyboista ścieżka w górę. Musisz uważać na każdy krok, który stawiasz i w tym momencie to, w jaki sposób postawisz stopę jest najważniejszą kwestią twojego życia. Jednak kiedy w pocie czoła docierasz na szczyt i patrzysz przed siebie... Wszystkie troski dnia codziennego ulatują, a ty wpatrujesz się w najpiękniejsze wytwory natury i tak po prostu cieszysz się, że możesz tu być i chłonąć te widoki. Cieszysz się, że żyjesz, że oddychasz, że masz dwie ręce i dwie nogi, które pozwoliły ci wdrapać się na szczyt. Nie myślisz już o tym, jak wiele razy chciałeś zwątpić, zawrócić, rzucić się w przepaść. Nie pamiętasz potu, który oblewał całe twoje ciało, nie pamiętasz o obtartych kostkach, spuchniętych stopach, obolałych kolanach. Wszystko przestaje mieć znaczenie, w tej jednej magicznej chwili jesteś tylko ty i przestrzeń. Bezgraniczna przestrzeń, wobec której jesteś bardzo mały, ale ogromny duchem. Bo nareszcie uświadamiasz sobie, że chcesz być lepszy. Patrząc w dal podejmujesz decyzję, która dodaje ci skrzydeł. Schodząc w dół czujesz się wolny jak ptak, szczęśliwy i beztroski niczym dziecko. To góry napełniają cię taką energią. Energią, której nie da się kupić. Która jest bezcenna. Na którą musisz sam zapracować, pokonując kilometry w pocie czoła. 
Bo w życiu nie ma nic za darmo. Dlatego jeśli chcesz nareszcie poczuć się szczęśliwy - zrób coś. Nie siedź w miejscu, nie gap się w sufit. Wyjdź z domu. Spójrz w niebo. Zacznij od rzeczy małych, banalnych, od drobnostek, których być może nawet nie zauważasz, a które naprawdę mogą napawać radością. Wierzę, że potrafisz. Wystarczy tylko szerzej otworzyć oczy...
A potem wybierz się w góry, wdrap się na szczyt i przeżyj to sam. 
Jestem pewna, że wrócisz z niesamowitym poczuciem spełnienia i szczęścia. 

Ja już nie mogę się doczekać kolejnej wyprawy w góry, nie mogę się doczekać, by kolejny raz wypluwać płuca w drodze na szczyt, żeby potem mocno zaciągnąć się górskim powietrzem, gdy dotrę do wyznaczonego celu. Tymczasem spoglądam na zdjęcia i odnajduję w nich swoje szczęście.
Nie mogłabym się nim z Wami nie podzielić.



11 maj 2017

The chain




Hej kochani!
Powiem Wam w sekrecie, że na publikację tego posta zdecydowałam się dość spontanicznie, nie miałam tego w planach, jednak zdałam sobie sprawę z dwóch rzeczy: standardowo, że czas mija nieubłaganie szybko, a ja mam ogromne zaległości w pokazywaniu Wam sesji zdjęciowych wykonanych bardzo dawno lub dawno temu. Ok, poprzednie zdanie było stanowczo zbyt długie, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Gadam dziś bez ładu i składu, ale stwierdziłam, że to nie powinno być dla mnie wymówką by wpisu nie dodawać. 
To chyba deficyt ciepła tak na mnie działa, wiecie? 
Co prawda w ostatnich dniach słońce świeci, ale ja wciąż marznę od wewnątrz. Czekam na wybuch prawdziwej i ciepłej wiosny, bo ta, którą mamy obecnie jest dla mnie tylko kiepskim prototypem. 
Dołuje się jeszcze bardziej patrząc na te słoneczne zdjęcia i przypominając sobie ten piękny czas, kiedy można było chodzić w bluzkach na ramiączkach i nie trząść się przy tym jak osika. 
Błagam, dajcie mi to ciepło, bo zamarzam!!!

Tymczasem przesyłam Wam trochę słoneczka i życzę udanego wieczoru.
Ostatnio ciężko ubrać mi wszystkie myśli, które kłębią się w głowie w składne zdania. Słowa mi się wymykają, a ja nie mam siły za nimi gonić.
Na pewno odezwę się, jak uda mi się je złapać, albo gdy same do mnie wrócą.
Trzymajcie kciuki, żeby to nastąpiło możliwie jak najszybciej, bo zaczynam za nimi tęsknić...




5 maj 2017

Nowości z ciuchlandu + wishlist



Hej kochani! 
Witam się z Wami w maju, który maja nie przypomina ani trochę.
Jednak pisanie o pogodzie kompletnie mija się z celem, bo i tak nie mam na nią żadnego wpływu (a szkoda!).
Dlatego bez zbędnego przedłużania: zapraszam na zbiór iście wiosennych łupów ciuchlandowych z ostatnich miesięcy. Jestem pewna, że ten post będzie się cieszył sporym zainteresowaniem z Waszej strony, zresztą - jak zwykle! Chyba najbardziej lubicie u mnie właśnie takie wpisy z nowościami z ciuchlandu ;-) Jeśli się nie mylę to dajcie znać w komentarzach!

To co, chyba przechodzimy do rzeczy?

(Informacja dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą: mój ulubiony ciuchland, do którego chodzę najczęściej to ten w Janowie Lubelskim nad Lewiatanem! Natomiast w Lublinie polecam Orfeusz :))

27 kwi 2017

Sign of the times




Za każdym razem tak bardzo zaskakuje mnie kruchość ludzkiego życia...
Czasem wystarczy mocniejszy podmuch wiatru, by kogoś złamać, powalić, zgładzić.
Dziś myślę o przemijaniu, a w mojej głowie dziwna cisza. Spokój. 
Zgoda?


"Nie ma czasu - tak krótkie jest życie - na sprzeczki, przeprosiny, zawiść, wyjaśnienia. Jest tylko czas na kochanie, i to w tej chwili, że tak się wyrażę".
 

~ Mark Twain

25 kwi 2017

Co kupiłam na promocji w Rossmannie? Nowości kosmetyczne





Hej hej!
Zapewne widząc tytuł dzisiejszego wpisu wszyscy ci, którzy szczególnie upodobali sobie u mnie posty kosmetyczne będą zaciekawieni.
Jak wiecie - od 20 kwietnia w drogerii Rossmann trwa wielka promocja -49% na produkty kolorowe (tym razem bez podziału na poszczególne dni). Jako iż miałam kilka rzeczy na oku do tak zwanego przetestowania, to rzecz jasna wykorzystałam tę promocję i kupiłam prawie wszystko, co chciałam. 
Niestety nie jestem do końca zadowolona z przebiegu całej akcji i nie będę tu pisać o tym, co działo się w drogeriach, bo podejrzewam, że każdy zdaje sobie z tego sprawę. Mnie osobiście zawiodła trochę aplikacja, przez którą zamawiałam wybrane kosmetyki. Nie dość, że strasznie się zacinała, zawieszała, to koniec końców kompletnie nie mogłam się zalogować i sprawdzić statusu swojego zamówienia. Nie wszystkie produkty, które wybrałam były na stanie sklepu, co było chyba największym zawodem, bo - być może naiwnie - wierzyłam, że zamówione przez aplikację kosmetyki będą wyciągane z magazynu, a nie z półek w drogerii. Cóż - nie zawsze jest idealnie, mam nauczkę na przyszłość, żeby się zbytnio nie nastawiać i przemyśleć dokładnie, czy faktycznie chcę brać udział w promocji, podczas której w ludziach przeważa raczej zwierzęca, dzika natura.

Jednak kończę już to narzekanie! Wybaczcie, mam dziś bardzo wisielczy nastrój, cierpię na patologiczne zmęczenie, które doprowadza mnie do szału - powiedzcie, czy Wy też tak macie, że chodzicie ciągle zaspani, bez względu na to, ile godzin śpicie? 
To chyba brak wiosny tak na mnie wpływa, ciągłe zmiany pogody, raz zimno i wietrznie, za chwilę słonecznie, ciśnienie skacze, a moja głowa pęka w szwach. Na pocieszenie gotuję rosół i odliczam dni do majówkowego wyjazdu, kiedy nareszcie rzucę wszystko i wyjadę w góry... Jeszcze tylko 4 dni!!!! #cantwait

Dobra, dobra, czas zejść na ziemię. Na razie jestem tu, siedzę przed laptopem i piszę dla Was notkę. 
W dzisiejszym wpisie oprócz zdobyczy z Rossmanna pojawią się też nowości z Natury i trochę pielęgnacji.
Jeśli macie ochotę sprawdzić, na co tym razem wydałam pieniądze (:D) to zapraszam do dalszej części wpisu!