25 sie 2015

Ulubieńcy sierpnia

Hej wszystkim!
Dziś post z serii, która dość opornie mi wychodzi - ulubieńcy jak do tej pory pojawili się tylko dwa razy!  
-> KLIK i KLIK.  <-
Nie mam pojęcia dlaczego nie robię takich wpisów częściej, ale postaram się to nadrobić. Dziś ulubieńcy sierpnia, zatem trochę kosmetyków, trochę dodatków, muzyki...Może akurat coś spodoba się także i Wam, może czymś Was zainspiruję, czymś zaciekawię.
Zapraszam do lektury!

* * *
 Na początek kosmetyki, których nie ma zbyt wiele - wybrałam tylko te perełki, z których naprawdę jestem bardzo zadowolona!

*
 1. Produkt do włosów
 
 
 Do dziś pamiętam historię kupowania tej maski. Naczytawszy się wpisów na blogu Anwen postanowiłam zadbać o swoje kosmyki i zakupić nowe produkty, które sprawią, że pielęgnacja stanie się przyjemniejsza i szybciej zauważę efekty. Poszłam do apteki z zamiarem kupienia maski Biovax, jednak eskpedientka chyba nie do końca zrozumiała nazwę i podała mi maskę, którą widzicie na zdjęciach. Jako iż jestem człowiekiem z natury miłym, nie zwróciłam jej uwagi, zapłaciłam i zabrałam ze sobą maskę Pilomax Henna Wax, która miała ograniczać wypadanie, zapewnić włosom sprężystość, moc i blask. Co prawda przeznaczona jest do włosów suchych, zniszczonych ciemnych, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Po pierwszym użyciu wiedziałam, że błąd ekspedientki okazał się bardzo miłą niespodzianką. Ta maska pachnie przepięknie!!! Nie umiem Wam opisać tego zapachu, jest dość intensywny, świeży, utrzymywał się na włosach bardzo długo.  Może to zasługa ekstraktów z henny i zielonej herbaty, które są w masce zawarte.
Jednak nie tylko zapach sprawił, że zarówno ja, jak i moje włosy pokochaliśmy ten produkt. Różnica w wyglądzie włosów była zauważalna od razu, po jej zastosowaniu były sypkie, gładkie, błyszczące! - co u mnie zdarza się niezwykle rzadko. Dodatkowym plusem jest bardzo dobry skład - maska nie zawiera SLS, SLES, parabenów i silikonów. Moje włosy po tej masce nieskromnie, ale były piękne, jak z reklamy. Dlaczego używam czasu przeszłego? Bo niestety w sierpniu wykończyłam ten produkt, wydłubałam do końca ostatnie krople. Maska jest dość wydajna, ja miałam ją długo, ale to także kwestia tego, że często używam produktów na zmianę. Jednak jestem pewna, że dla takiej perełki warto wydać więcej pieniędzy i z pewnością jeszcze po nią sięgnę, bo okazała się naprawdę miłym zaskoczeniem! Co warto dodać - mam także maskę wspomnianego wcześniej Biovaxu i nie robi na moich włosach aż takiej rewolucji jak Henna Wax. Jednak wiadomo - co włosy to inna reakcja.


 


*


2. Produkty do twarzy


 

Olejkiem Magic Rose z Evree zachwycałam się już w poście z nowościami kosmetycznymi, teraz mogę jedynie potwierdzić te zachwyty, bo ten produkt jest ich wart, to nie podlega dyskusji. Kocham zarówno zapach jak i działanie, formułę - choć na początku denerwowało mnie uczucie tłustej skóry. Teraz tak bardzo się do tego przyzwyczaiłam, że gdy nie nałożę olejku na twarz - czuję, że jest bardzo sucha i że wręcz o niego woła. Jeśli macie ochotę go przetestować to ja z całego serca polecam! 

*

 

Krem w postaci musu także pojawił się w poście z nowościami kosmetycznymi i tam także wspominałam o jego cudownym, malinowym zapachu. Konsystencja też jest bardzo przyjemna, dodatkowo produkt szybko się wchłania. Moje ulubione połączenie? Ten krem z kilkoma kroplami olejku z Evree - CUDO! Zarówno pod względem działania jak i zapachu. 

*

 

Zineryt to antybiotyk, który przepisała mi pani dermatolog. W końcu zdecydowałam się na poważniejsze kroki w kwestii swojej skóry i po miesiącu stosowania mogę stwierdzić, że ten lek naprawdę pomaga - przynajmniej ja zauważyłam różnicę. Prawdą jest, że wysusza - jednak jest to silny antybiotyk, więc to oczywiste. Czy źle reaguje na słońce - tego nie wiem, bo nigdy nie próbowałam się przekonać. Najczęściej nakładam lek punktowo na wypryski przed snem lub w ciągu dnia, kiedy nie muszę nigdzie wychodzić. Jednak wysuszanie według mnie ma sens - nałożony na wyprysk, który dopiero ma zamiar wyskoczyć sprawia, że następnego dnia rano drań jest o wiele mniejszy. Zdecydowanie wolę taką metodę niż wyciskanie i roznoszenie sobie tego świństwa po całej twarzy, co niestety zdarzało mi się robić zanim zaczęłam stosować Zineryt. Co prawda na początku ciężko było mi przyzwyczaić się do tego okropnego, chemicznego zapachu, oraz do tego, by za każdym razem przed snem nałożyć go na twarz. Jednak to kwestia przyzwyczajenia i obecnie nie mogę się doczekać aż zmyję makijaż i zaatakuję tym lekiem wszystkich nieprzyjaciół, którzy mieli czelność pojawić się na mojej twarzy!


*


3. Produkt do paznokci

 

Tym razem nie wybrałam żadnego lakieru, a top coat z Lovely. Na początku nie byłam do niego przekonana, jednak po kilku zastosowaniach dostrzegłam jego zalety. Faktycznie przedłuża trwałość lakieru, który nie odpryskuje i utrzymuje się na paznokciach nawet do 6 dni w stanie niemalże idealnym. Co tu więcej pisać - taka rola top coat'u. Kiedy go zużyję pewnie pokuszę się o ten z Sally Hansen. 
Tu także prośba do Was - jeśli znacie dobre odżywki do paznokci to proszę dajcie znać - chciałabym w końcu zapuścić swoje paznokcie na dłużej niż kilka dni, po których się łamią. 


*


4. Produkty do makijażu

 

Kamuflaż z Catrice to produkt kultowy - niemalże każdy go zachwala! I słusznie, bo to istna perełka. Zakrywa wszelkie niedoskonałości, nie tworząc przy tym efektu maski. Ja nie nakładam go pod oczy, bo wg mnie jest na te okolice zbyt ciężki, ale punktowo na wypryski - rewelacyjnie zdaje egzamin. Jak widać na zdjęciu powoli dobijam do dna, używam go codziennie - w wakacje często nakładam kamuflaż na drobne niedoskonałości rezygnując przy tym z podkładu. Ten produkt warto sprawdzić, polecam gorąco! W mojej kosmetyczce zawsze znajdzie się dla niego miejsce. 



 

Brązujące perełki towarzyszą mi od niedawna. Tak naprawdę dostałam je w spadku po mamie, która ich nie używałam. Chętnie je przygarnęłam, bo na twarzy wyglądają bardzo delikatnie, rozświetlają cerę, dodają jej naturalnego, różowego koloru (zamiennik rumieńca;)). Bardzo je lubię, opakowanie jest bardzo poręczne i ma dość luksusowy wygląd, co także mi się podoba. 



*

5. Dodatki 

 

Hitem moich wakacji (a szczególnie sierpnia, kiedy miałam dużo wyjazdów) jest płócienna torba, która jest niesamowicie poręczna! Da się do niej zapakować naprawdę mnóstwo rzeczy, przy czym praktycznie nie czuć ciężaru.  Dodatkowo torba nadaje stylizacji nonszalanckiego charakteru, co bardzo lubię! 
Jeszcze raz dziękuję Oh Owl za prezent, sprawdza się cudownie!

 


*

 

Pozłacany łańcuszek to element, z którym od miesiąca praktycznie wcale się nie rozstaję. Przestałam go zdejmować nawet przed snem! Kiedyś nie rozumiałam fenomenu noszenia tak prostej biżuterii, jednak chyba w końcu dojrzałam i nie wyobrażam sobie dnia bez tego maleństwa na swojej szyi. Moją fascynację możecie zaobserwować w stylizacjach, które ostatnio się tutaj pojawiały - w każdej był obecny ten naszyjnik. 

(Naszyjnik - Em4You


*



 

Kolejną małą obsesją, którą możecie zaobserwować w postach ze stylizacjami, są koronkowe staniki! Zakochałam się w nich bez pamięci, są bardzo wygodne, praktycznie ich nie czuć, a w dodatku wyglądają bardzo kobieco i seksownie (przynajmniej w moim odczuciu). W wakacje koronkowe staniki są świetną alternatywą dla tych klasycznych, z fiszbinami itp. Ja mam ochotę przygarniać takich coraz więcej, bardzo możliwe, że na tych 3 sztukach się nie skończy! 



 
CUBUS 





6. Perfumy 

 

O perfumach z Zary słyszałam bardzo wiele, szczególnie na youtube, gdzie dziewczyny zachwalały ich zapachy, wygląd itd. Podczas ostatnich zakupów zaciągnęłam Ulę do Zary, do której raczej nie zaglądam, bo odstraszają mnie ceny - żeby sprawdzić te, kultowe już, perfumy. Jak tylko powąchałyśmy czarną wersję... obie zrozumiałyśmy ten wszechobecny zachwyt. Ten zapach to cudo! Nie spotkałam jeszcze takiego połączenia, kobiecego, klasycznego, nieco kwiatowego. Black Amber to zdecydowanie MÓJ zapach, dlatego nie mogłam mu się oprzeć i wróciłam po niego - pani ekspedientka miała ubaw, kiedy najpierw kupiła go Ula, a za 5 minut wróciłam i ja, żeby przygarnąć ten zapach i móc się nim cieszyć.
Jeśli jeszcze nie wiecie, jak pachnie Black Amber to koniecznie sprawdźcie - być może zakochacie się równie mocno co ja!

 


*


7. Płyta  




Chyba nikogo nie dziwi mój wybór, prawda?
O mojej miłości do Florence and the Machine wie już chyba każdy. Ja otwarcie przyznaję, że kocham tę kobietę, kocham ten zespół, ich estetykę, twórczość, artyzm - którego czasem nie rozumiem, ale właśnie dzięki temu staje się on jeszcze bardziej pociągający i intrygujący. 
W nowej płycie zakochałam się równie szybko, co w poprzednich. Nie umiem stwierdzić, która jest najlepsza - dla mnie każda z nich jest zupełnie inna. How Big How Blue How Beautiful to według mnie połączenie klimatów z Lungs i Ceremonials. Jest energicznie, ale i smutno, lirycznie, momentami dramatycznie. Bardzo podoba mi się szata graficzna, chyba najbardziej ze wszystkich. Ta prostota trafia prosto w moje serce. Nie żałuję ani jednej złotówki wydanej na tę płytę - ba, uważam, że każdy, kto lubi Florence powinien mieć ją u siebie na półce. Nie mogę się już doczekać grudniowego koncertu, który będzie najlepszym ze wszystkich - tak czuję!

Moje ulubione piosenki z płyty HBHBHB to:
1. Queen of Peace 

2. Delilah 

3. Various Storms & Saints

4. Hiding

5. Which Witch 

6. Ship to Wrec



*


8. Książka 

 

Książka, którą wybrałam na ulubieńca sierpnia to "Slow Fashion" modowa rewolucja, którą przeczytałam kilka dni temu. Dlaczego akurat ta książka? 
Generalnie średnio lubię wszelkiego rodzaju poradniki, bo zawsze ciężko mi się je czyta - może dlatego, że większość z nich jest po prostu, powiedzmy to sobie szczerze - nudna. 
Z tą książką było zupełnie inaczej. Jak tylko zaczęłam ją czytać - nie mogłam przestać. Często rezygnowałam z innych przyjemności byleby tylko móc się w nią zagłębić. Poradnik napisany przez Joannę Glogazę, autorkę bloga styledigger.com (którego nigdy wcześniej nie odwiedzałam, przyznaję bez bicia!) jest nie tylko wciągający, ale naprawdę daje do myślenia, zmienia podejście. Podczas lektury zabrałam się za porządki (kolejne już) w szafie, po których nieużywane, nienoszone przeze mnie rzeczy znalazły się w siatkach do oddania/sprzedania. Nie chcę zdradzać nic więcej, więc powiem tylko tyle: jeśli Wy też macie problem z kupowaniem zbyt wielkiej ilości ubrań, z określeniem własnego stylu, z wybraniem ubrań codziennie rano - to ta książka jest dla Was. Przeczytajcie i zmieńcie nawyki, bo naprawdę warto. Ta książka to udowadnia.





* * * 

To już wszystko, co chciałam Wam zaprezentować w postach z ulubieńcami.
Mam nadzieję, że coś Was zainspiruje, z czegoś skorzystacie. Czekam także na Wasze komentarze, powiedzcie mi, co znalazłoby się w Waszych ulubieńcach: lata, sierpnia. Będę wdzięczna i chętnie skorzystam z Waszych propozycji.

Całusy, 
xoxo


23 komentarze:

  1. najbardziej podoba mi się..torba! świetne są te kociaki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej! Mam takie pytanie co do tych ślicznych staniczków, czy utrzymują one biust? Nie jest się w nich bardziej 'płaskim'? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już i tak mam tak płaski biust, że nie robi mi to różnicy... :D

      Usuń
    2. Na pewno nie bardziej niż ja :D Chyba są troszkę wygodniejsze?

      Usuń
    3. Wygodne są bardzo, czy spłaszczają - no tak jak mówie, mi ciężko ocenić :)

      Usuń
    4. Zamiast odzywek do paznokci polecam codziennie (lub nawet kilka razy dziennie) wcierac ziaja kozie mleko krem do dloni i paznokci, rosna jak szalone co u mnie jest duzym problemem

      Usuń
  3. Perełki posiadam od grudnia, są cudowne! Zakochałam się w tym bronzerze :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, ze zadny poradnik nie jest w stanie określic w jakim stylu mamy się kierować. Myśle, ze kazdy sam w pewnym momencie dochodzi do wniosku, że moze ma i duzo ładych rzeczy ale nie praktycznych bo bluzka jest w cekiny i pasuje tylko do spodni itd. Mysle ze nie od dziś wiadomo, ze najlepiej kupywac ubrania które nie wymagaja długiego prasowania, specjalnego prania i mają dobry skład materiałowy a przedewszytkim są uniwersalne i możemy jej załozyc zarówno do marynarki jak i bluzy. Ja tez zrobiłam porządek w swojej szafie i teraz skupiam się na rzeczach bazowych które chce zeby wypełniały moja szafą w 70% :) i w kóncu zauważyłam harmonie w swoich ubraniach i wiem czego mi brakuje i ile tak naprawdę potrzebuje ubran zeby przetrwać nadchodząca jesień. Warto zrobić liste rzeczy które trzeba kupic i wtedy nawet najpiękniejsza bluzka w sklepie nie bedzie sie w stanie dostać w nasze rece, zwłaszcza, że my kobiety działamy impulsywnie i mogłybyśmy kupić wszystko bo jest ładne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żaden*, kupować*. Przepraszam, musiałam!
      Zazdroszczę, że to jest wszystko dla Ciebie tak oczywiste - dla mnie nie było i ta książka otworzyła mi oczy, dlatego znalazła się w ulubieńcach ;-)

      Usuń
  5. ehh czesto się łapię na tym błedzie ale jak człowiek czyta błedy innych to sam zaczyna je robić, dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam odżywkę Sally Hansen Miracle Cure z rossmana w takiej niebieskiej buteleczce(jak lakier wygląda). Po miesiącu stosowania paznokcie staly się mocniejsze i nie rozdwajają się, zrezygnowalam na ten czas takze z malowania ich kokorowymi lakierami :) polecam

    OdpowiedzUsuń
  7. bardzo lubie takie Twoje posty :D oby częściej! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się robić co miesiąc, ale zobaczymy jak mi wyjdzie :):*

      Usuń
    2. ile kosztują te perfumy z zary?

      Usuń
  8. Koronkowe staniki to też moja obsesja *.* te Twoje są piękne! Zakochałam się <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Najlepsza odżywka do paznokci Herome a top Seche Vite ;) + regularne olejowanie

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze! ;)